<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>witajcie u tomasza</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl</link>
<description> witajcie u tomasza</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Crysis</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=181#p181</link>
<guid isPermaLink="false">181@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Crysis<br /><br />Kiedy ponad trzy lata temu niewielka firma z Koburga zaprezentowała swoją grę branża elektronicznej rozrywki zadrżała. W 2004 roku wszyscy z niecierpliwością i niepokojem czekali na Doom 3 od id Software i ciągle spóźnionego Half-Life 2 od Valve. Nie można też zapomnieć, że rodzimi gracze mocno trzymali kciuki za polskiego Painkillera. Tak, to był gorący okres i nikt się nie spodziewał, że największą niespodzianką i zaskoczeniem dla graczy będzie Far Cry od programistów z Cryteka. Gra braci Yerli powodowała palpitację serca. Doskonała grafika zakasowała konkurencję. Dość powiedzieć, że ze wszystkich gier FPS z tamtego okresu to właśnie przygody Jacka Carvera były dla mnie numerem jeden.<br />10Poleć nas<br />Jarek Kot<br /><br />Minęło kilka lat, Cevat Yerli i spółka pożegnał się z Ubisoftem przy którym zostały prawa licencyjne do wielkiego tytułu. Cóż było robić? Crytek zapowiedział rewolucję w postaci Crysis. Nasze komputery miały, mówiąc kolokwialnie, zdechnąć. Grafika miała nas (znowu) powalić na kolana. W końcu pełni obaw dostaliśmy Crysisa. Miała to być prawdziwa gra na nowy wiek. Co otrzymaliśmy? Przekonajmy się...<br />Far Cry 1.5 albo już gdzieś to kiedyś...<br /><br />Mamy rok 2020 na wyspie Lingshan leżącej na Morzu Filipińskim grupa amerykańskich archeologów pod przewodnictwem doktora Rosenthala natyka się na pozostałości dziwnej, pradawnej cywilizacji. Niestety kontakt z naukowcami zostaje przerwany, a kontrolę nad wyspą przejmuje Koreańska Armia Ludowa pod dowództwem bezwzględnego generała Kjonga.<br /><br />Oczywiście nikt nie będzie pluł w twarz amerykańskim jajogłowym. W 2020 supremacja Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej nie zmniejszyła się ani trochę. Tak więc na pomoc rusza grupa uderzeniowa majora Stricklanda, który pokaże przebrzydłym, skośnookim komuchom gdzie ich miejsce. My wcielamy się członka elitarnej jednostki specjalnej, której zadaniem jest infiltracja wyspy. Ale nie ma tak dobrze! O nie! Nasz bohater o kryptonimie &#8222;Nomad&#8221; ma pecha. Koledzy z zespołu padają jak muchy w dziwnych okolicznościach. Wreszcie okazuje się, że tylko nasz protagonista jest w stanie uratować.. no cóż świat.<br /><br />Fabuła Crysis to reminiscencja poprzedniego dzieła braci Yerli - Far Cry. Crytek znowu rzuca gracza na tropikalną wyspę. Kiedy po raz pierwszy odpaliłem &#8222;Kryzys&#8221; przeżyłem prawdziwe deja vu. Pod względem mechaniki rozgrywki to niemalże stary, dobry Far Cry. Gdyby nie szczypta militarnego klimatu to byłbym bardzo, ale to bardzo zawiedziony.<br />Cyberpunk 2020<br /><br />Ano właśnie! Nasz dzielny wojak wyposażony jest w najnowsze zdobycze techniki. Odziany w militarny hit przyszłości &#8211; specjalny egzoszkielet &#8211; jest prawie nie do pokonania. Śliczny i amerykański pancerz wspomagany, lub jak kto woli Nano Muscle Suit to prawdziwe dzieło sztuki. Nanoskafander przyszłości ma cztery, przydatne na polu walki funkcje. Poprawia motorykę i szybkość naszego bohatera. Dzięki strukturze molekularnej jest świetną osłoną przed gradem pocisków małego kalibru. Skafander generuje też tarczę maskującą. Użytkownik staje się praktycznie niewidzialny, nawet w świetle dnia. Ostatnia opcja to zwiększona siła i długość skoku. Sztuczne nano-mięśnie przydają się także podczas wymiany ognia. Utrzymanie karabinu maszynowego lub na przykład strzał z karabinu snajperskiego jest nieco łatwiejsze. Po prostu celownik nie &#8222;pływa&#8221;.<br /><br />Jako, że w Crysis wcielamy się w żołnierza sił specjalnych ku naszej uciesze oddano całe spektrum rozmaitej broni. Czym zaprowadzimy na wyspie &#8222;amerykańską demokrację&#8221;? Jest tego mnóstwo! Pistolet standardowy i maszynowy. Świetnie sprawdzająca się w zamkniętych pomieszczeniach strzelba taktyczna. Podstawowym wyposażeniem jest SCAR &#8211; hybrydowy karabin szturmowy. Niestety amunicja kończy się w zastraszającym tempie. Przez niemal całą grę, moją podstawową bronią był FY71 &#8211; nowoczesny kałasz na wyposażeniu armii koreańskiej. Ku uciesze gracza oddano też potężnego, choć nieporęcznego miniguna, karabin snajperski, dwa rodzaje wyrzutni rakiet i bardzo potężny, bezłuskowy karabinek gaussa. Do wyboru do koloru! Mamy także granaty hukowe, odłamkowe i dymne. Jest w czym wybierać. Warto także zaznaczyć, że bronie są modyfikowalne. Do pistoletu można dołożyć celownik laserowy lub latarkę. W Przypadku karabinu bardzo przydaje się celownik przezierny. Można też zamontować tłumik. Opcji modyfikacji broni jest naprawdę sporo i nie są to tylko dekoracje! Dobrze przygotowana broń to klucz do zwycięstwa.<br /><br />Zwycięstwa, które nie będzie łatwe. Misje są dość ciekawe i zróżnicowane. Infiltracja tymczasowego obozu koreańskiej armii najlepiej ilustruje otwarty model rozgrywki (także żywcem wzięty z Far Cry&#8217;a). Nasz żołnierz może niczym John Rambo wjechać opancerzonym Humvee przez most w sam środek piekła. Z włączoną opcją szybkości dopaść wroga i urządzić krwawą jatkę. Lub &#8211; jak kto woli - z włączonym kamuflażem przedostać się ostrożnie przez pole minowe i znienacka zaatakować przeciwnika. Niestety, mimo, że Jake Dunn pseudonim &#8222;Nomad&#8221; jest tylko trybikiem ogromnej, amerykańskiej maszyny wojennej to w pewnym momencie w Crysis objawia się problem dotyczący niemal wszystkich gier z gatunku First Person Shooter. Jesteśmy po prostu niezastąpieni! Infiltrujemy krążownik koreański prowadzący wojnę elektroniczną. Wykradamy tajne plany sztabowe. Oznaczamy cele dla myśliwców. Jako czołgista bierzemy udział w bitwie pancernej i tak dalej! Wszystko robimy sami. Nomad to prawdziwa &#8222;Zosia-samosia&#8221;. Zapewne w czasie pokoju smaży kolegom z zespołu naleśniki i pędzi bimber z ziemniaków.<br />Wizualny majstersztyk<br />[Pięknie]<br /><br />Pięknie<br /><br />Crytek od samego początku obiecywał, że Crysis zachwyci graczy oprawą wizualną. Trzeba przyznać uczciwie, że bracia Yerli i koledzy nie rzucają słów na wiatr i wiedzieli na co wydać te 20 milionów Euro. Gra wygląda po prostu obłędnie. O CryEngine w rewizji 2.0 napisano już wiele. Od początku nasze zmysły atakuje prawdziwa feeria barw. Tropikalna wyspa wygląda naprawdę cudownie. Bujna roślinność ugina się kiedy nasz bohater przedziera się z mozołem przez soczystą dżunglę. Efekty świetlne i gra cieni to prawdziwa uczta dla oczu. Niestety aby cieszyć się wszystkimi graficznymi wodotryskami trzeba posiadać naprawdę mocną maszynę. Crysis wykorzystuje, lub raczej utylizuje ( tak to w tym przypadku odpowiednie słowo) procesory wielordzeniowe. 2 gigabajty pamięci RAM też wydają się niezbędne do komfortowego obcowania z tym tytułem. Zacna karta graficzna też jest nieodzowna. Podany w minimalnych wymaganiach GeForce 6800GT to niestety jakiś kiepski żart producenta. Niestety za postęp trzeba płacić. Przykre ale prawdziwe.<br /><br />Świetnej oprawie wizualnej towarzyszy równie dobra oprawa dźwiękowa. Główny motyw muzyczny doskonale pasuje do akcji dziejącej się na ekranie. Głosy postaci są w porządku, choć kilka razy się uśmiechnąłem, kiedy koreański żołnierz krzyczał w moim kierunku z akcentem godnym sprzedawcy sajgonek &#8222;you will die yankee-shankie&#8221; (cytat z pamięci).<br />Samotni w sieci<br />[Grywalnie?]<br /><br />Grywalnie?<br /><br />Tryb multiplayer w grze Crysis to tylko dwie opcje rozgrywki. Far Cry miał trzy ( Free for All, Team Deathmatch i Assault) przez cztery lata Cevat Yerli I bracia nie poczynili żadnych postępów! Pierwsza opcja rozgrywki wieloosobowej to Instant Action. Typowy pojedynek Deathmatch dla 32 graczy. Znacznie ciekawszy jest tak zwany Power Struggle. W tym trybie zdobywamy technologie obcych, punkty doświadczenia (reputacji), budujemy jednostki. Głównym celem jest zniszczenie sztabu przeciwnika. Dzięki możliwościom kombinezonu multiplayer w Crysis jest naprawdę bardzo przyjemna rozrywką. Choć przyznać muszę, że osobiście nadal wolę Enemy Territory: Quake Wars. Ale oczywiście jest to kwestia gustu i moja subiektywna opinia. Dość powiedzieć, że opcje sieciowe w najnowszej produkcji Cryteka nie zostały potraktowane po macoszemu. W Tę grę naprawdę można się doskonale bawić w sieci.<br />Skoro jest tak dobrze...<br /><br />To dlaczego coś mnie uwiera i mam nomen omen kryzys, kiedy odpalam przygody Jake&#8217;a Dunn&#8217;a? Ponieważ oczekiwałem czegoś więcej. Crysis ma, wybaczcie szanowni Czytelnicy, nieco infantylną i schematyczną fabułę. Pan Yerli i brygada Cryteka ma ten sam problem co id Software. Rozpasanie technologiczne i skupienie się na aspekcie wizualnym produkcji odbija się na jakości warstwy fabularnej. Nie twierdzę, ze jest źle! O nie! Jak na grę FPS jest całkiem przyzwoicie. Sęk w tym, że to wszystko już było. Wyspy, żołnierze, obca rasa i Wielka Tajemnica z pradawnych wieków.<br /> Crysis to gra świetna, ale nie wybitna. Nie przeciera nowych szlaków ani nie odkrywa nowych horyzontów. <br />[Żeby tak to wyglądało na każdym pececie...]<br /><br />Żeby tak to wyglądało na każdym pececie...<br /><br />Crysis od początku tworzono jako trylogię. Widać to choćby po niezbyt satysfakcjonującym zakończeniu wątku fabularnego. Cóż, każdy chce zarobić, więc nie mam o to pretensji. Crysis oceniam bardzo dobrze. To gra świetna, ale nie wybitna. Nie przeciera nowych szlaków ani nie odkrywa nowych horyzontów. Pod względem mechaniki rozgrywki to stary dobry Far Cry w wersji deluxe z dodanymi gadżetami hi-tech w postaci nanopancerza. Ale zagrać w tę grę po prostu trzeba.<br /><br />Z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć o fakcie, iż Electronic Arts wydał Crysisa w polskiej, kinowej wersji językowej. Niestety tłumaczenie jest dosyć średnie i zasługuje najwyżej na szkolną trójkę z plusem. Ale to przecież gra FPS. Więc nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia.]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Moto GP 07</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=180#p180</link>
<guid isPermaLink="false">180@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ostatecznie metę mijam na pozycji siódmej. Jestem zadowolony choć mogło być lepiej. Gdyby nie błąd na przedostatnim zakręcie byłbym szósty. Niestety dałem się wypchnąć Stonerowi i ratując się przed upadkiem musiałem zwolnić, żeby nie wyniosło mnie na łuku. Trudno. Nauczka na przyszłość. Na tym poziomie już nie ma miejsca na brak skupienia i szaleńczą brawurę. MotoGP 07 potrafi być wymagające.<br />Dwa kółka i stado koników<br /><br />Z tą serią motocyklową pierwszy raz zetknąłem się kilka lat temu przy okazji jej pierwszej odsłony. Było to wtedy dla mnie coś nowego. Dotychczas dominowały na moim komputerze wyścigi formuły 1, ewentualnie rajdowe. Świat motocykli był czymś nieznanym. Sporo czasu musiałem poświęcić żeby opanować mechanikę jazdy, nauczyć się właściwie prowadzić motor, wybierając optymalny tor. Tutaj granica błędu wydawała się dużo mniejsza niż przy F1. Niestety świat ryczących jednośladów po tej odsłonie odszedł w zapomnienie, żeby wrócić na mojego blaszaka dopiero w tym roku przy okazji premiery kolejnej części serii oznaczonej numerkiem 07. Ominęły mnie zatem części oznaczone numerem 2, 3 oraz edycja na rok 2006. Z tym większą ciekawością zasiadałem do gry.<br /><br />MotoGP jak sama nazwa wskazuje przenosi nas w świat motocyklowego Grand Prix gdzie zawodnicy ścigają się motocyklami klasy 500cc. Jako, że gra posiada oficjalną licencję zobaczymy w niej prawdziwe teamy jak i zawodników. Możecie więc przygotować się na pojedynki z Carlosem Checą, Lorisem Capirossi czy Caseyem Stonerem.<br /><br />Z naszymi przeciwnikami zmierzymy się na 18-tu torach rozrzuconych po całym świecie. Odwiedzimy m.in. Katar, Malezję, Japonię, Hiszpanię, Chiny, San Marino, Francję, Wielką Brytanię, Niemcy, Turcję, Brazylię czy wreszcie USA. Każdy z torów oczywiście jest wiernym odwzorowaniem prawdziwych obiektów, na których ściga się MotoGP.<br />Nie tylko ściganiem człowiek żyje<br />[Będzie wywrotka?]<br /><br />Będzie wywrotka?<br /><br />Gra oferuje nam kilka opcji zabawy. Poza tradycyjnym szybkim wyścigiem i pobijaniem rekordów czasowych możemy wybrać karierę, gdzie w myśl zasady od szaraka do mistrza będziemy mozolnie gromadzić punkty, rozwijać umiejętności, wymieniać motocykle aby ostatecznie zatriumfować. Można też rozegrać Grand Prix czyli cały weekendowy cykl &#8211; trening, kwalifikacje, wyścig. Aby zabawa nie była nużąca (wszak nawet ściganie z najlepszymi może się znudzić) twórcy oddali w nasze ręce kilka ciekawych trybów zwanych wyzwaniami. Na każdym z torów możemy spróbować sił w trzech rodzajach zmagań &#8211; jazdy na czas, próby szybkości i pościgu za rywalem. Pierwsza wymaga od nas przejechania wyznaczonej części toru (niepełnego okrążenia), najczęściej dość krętej w określonym czasie. Druga to typowy speed check, czyli na ustawionej na torze bramce musimy wykręcić odpowiednią prędkość. Trzecia jest zdecydowanie najzabawniejsza i najbardziej wymagająca. To wyścig 1 na 1, w którym na jednym okrążeniu toru nie możemy zostać więcej niż 8 sekund za naszym adwersarzem. Że nie jest to takie proste przekonałem się błyskawicznie kiedy Capirossi odjechał mi bodajże na 20 sekund, a ja mogłem tylko bezsilnie walczyć z torem i maszyną. Wszystkie trzy tryby są doskonałą metodą aby dobrze poznać tory i zoptymalizować swoją jazdę po nich. Bez tego właściwie nie ma co podchodzić do poważniejszego ścigania. Zwycięstwa w Wyzwaniach w trybie kariery zostaną nagrodzone dodatkowymi punktami atrybutów (czyt. umiejętności, które charakteryzują naszego zawodnika takie jak: przyspieszanie, hamowanie, skręcanie czy maks. prędkość). Doskonałym sposobem na podniesienie swoich umiejętności i poprawę znajomości torów są oczywiście czasówki. Nic tak nie pobudza gracza i nie zmusza go do wytężonej pracy jak walka z własnym wynikiem. Po przejechaniu okrążenia możemy dokonać dokładnej analizy przejazdu w zakładce telemetrii i przemyśleć taktykę jazdy na przyszłość. Możemy też dokonywać zmian ustawień swojego motocykla. Warto dodać, że na torach ścigamy się zarówno w warunkach słonecznych jak i w deszczowych, a charakterystyka jazdy w obu przypadkach jest zupełnie różna. O ile ostre przyspieszanie na łuku na torze Sepang w Malezji ujdzie nam na sucho w promieniach słońca o tyle w deszczu możemy się spodziewać malowniczego upadku.<br />Extremalna zabawa<br /><br />Kiedy osiągniemy już pewne sukcesy w cyklu Grand Prix gra odblokuje nam dostęp do torów cyklu Extreme. To wyścigi zdecydowanie bardziej nastawione na zabawę niż techniczną i precyzyjną jazdę. Tory, których jest w sumie 12 są zdecydowanie bardziej arcadowe niż te, na których przyjdzie nam walczyć w cyklu Grand Prix. Jazda w wyścigach Extreme bardziej przypomina Need for Speed niż poważne ściganie i bynajmniej nie jest to minusem! Będziemy więc mknąć po ulicach Tokio czy autostradzie w Niemczech walcząc z czasem lub przeciwnikami.<br />W świetle kamer<br /><br />Od strony technicznej MotoGP nie rozczarowuje. Grafika prezentuje się ładnie i potrafi cieszyć oko i co ważne zachowywać płynność rozgrywki. Tylko sytuacje ekstremalne na torze (najczęściej prowokowane przez autora tekstu) w postaci większych karamboli powodowały nieprzyjemny slideshow. Rozczarowują natomiast dźwięki. Te generowane przez rozpędzoną 500-tkę bardziej przypominają buczenie motorynki niż ryk potwora napędzanego tabunem 200KM. Pociesza jedynie fakt, że ścieżka dźwiękowa jest całkiem przyjemna, a kawałki odgrywane w czasie wyścigu nieźle zagrzewają do walki.<br /><br />Gra oferuje kilka kamer, z których możemy oglądać nasze zmagania. Poza standardowymi umieszczonymi za naszym motocyklistą mamy możliwość prowadzenia motoru &#8222;z oczu zawodnika&#8221;, co zdecydowanie dynamizuje rozgrywkę. Ciekawym rozwiązaniem jest również standardowa kamera zza pleców, która jednak przechyla cały horyzont kiedy kładziemy motor w wirażu. Choć początkowo wydaje się to utrudniać zabawę kiedy przyzwyczaimy się do tego potęguje to doznania jazdy jednośladem. Dla konserwatystów jest też oczywiście opcja ze stabilnym horyzontem.<br />Trudne (?) życie motocyklisty<br />[Nasz motocyklista Jolo]<br /><br />Nasz motocyklista Jolo<br /><br />Odpalając MotoGP 07 oczekiwałem sporego wyzwania jeśli chodzi o trudność prowadzenia motocykla i rywalizację z przeciwnikami. I choć początkowo byłem rozczarowany okazało się, że w przypadku tej gry bardzo wiele zależy od ustawień. Granie poniżej 100% realizmu mija się właściwie z celem. Motor zachowuje się bardziej jak taran niż jak rozpędzony do prędkości 300 km/h pocisk, a jego stabilność jest wprost niewyobrażalna. Także wszelkie zjazdy na pobocze (przy prędkości przekraczającej 100 km/h) właściwie nie są w stanie powalić na ziemię naszego dzielnego motocyklisty. Nawet przy 50% realizmie motor wciąż bardziej sprawia wrażenie zabawki niż precyzyjnej i trudnej w prowadzeniu maszyny. Dopiero 100% stawia przed nami prawdziwe wyzwania i choć wciąż nasz jednoślad jest względnie stabilny, to wszelkie błędy na dużych prędkościach kończą się najczęściej efektowną wywrotką. Także zjazd na pobocze kończy się w podobny sposób. Wciąż jednak dziwi dość dużą odporność maszyny na kontakty z przeciwnikami. Wprawdzie nie oglądam MotoGP w TV i nie wiem jak często dochodzi tam do &#8222;bodiczków&#8221;, ale wydaje mi się, że wszelkie tego typu &#8222;starcia&#8221; przy prędkościach rzędu 200 km/h nie powinny kończyć się dobrze. W przypadku MotoGP 07 (zbyt?) wiele tego typu wybryków gra nam wybacza. I jeszcze raz wrócę do zadziwiającej stabilności prowadzonych przez komputer maszyn. Wielokrotnie zostałem na łuku staranowany przez pędzącego przeciwnika, co zakończyło się moim (i tylko moim!) wypadnięciem z toru. Czy zderzenie dwóch motocykli przy 200 km/h może ujść któremukolwiek z nich płazem? Wątpie&#8230;<br /><br />Drugim parametrem, który polecam zmienić jest poziom trudności. Ten najłatwiejszy (Żółtodziób) sprawia, że gra nie tylko nie jest wymagająca, ale jest wręcz śmiesznie łatwa. Pomimo kilku upadków w czasie wyścigu byłem w stanie spokojnie wyprzedzić stawkę i zdublować ostatnich zawodników (wyścig trwał zaledwie 3 kółka!). Zdecydowanie lepiej wygląda zabawa na poziomie Zawodowiec i Mistrz (Legendy nie miałem przyjemności sprawdzić). Tam komputerowi przeciwnicy nie są już tak ślamazarni a ilość błędów przez nich popełnianych jest zdecydowanie mniejsza. Aby tutaj skutecznie rywalizować o pierwsze miejsca musimy naprawdę doskonale opanować każdy z torów i ograniczyć ilość błędów do minimum. Nie ma mowy o szarżowaniu. Każdy wyścig to konsekwentne realizowanie planu przesuwania się w stawce. Choć i tutaj zdarzają się takie wpadki komputera jak pozwolenie mi na wyprzedzenie na ostatnim nawrocie w Malezji ośmiu zawodników i wskoczenie na 9-tą pozycję.<br />Czy leci z nami wibrator?<br />[Co to za chudzinka?]<br /><br />Co to za chudzinka?<br /><br />MotoGP 07 obsługuje oczywiście peryferia do gry, czyli przede wszystkim pady. Jako, że posiadam takowy grałem właśnie w ten sposób. Niestety, choć gra zapewniała mnie, że obsługuje wibracje za nic w świecie nie potrafiłem ich uruchomić, a kontroler wytrwale i konsekwentnie nieruchomo tkwił w moich rękach. Nawet ustawienie wibracji na maksymalny poziom nie zmieniło w tej kwestii nic. Do dziś nie wiem jak można je włączyć. Poza tym gra współpracowała z padem wyjątkowo dobrze właściwie reagując na delikatne i te silniejsze wychylenia drążka, co w przypadku jazdy motocyklem jest kluczową kwestią.<br />Born to Ride?<br /><br />Podsumowując całość, gra wydaje się ciekawą propozycją. Nie jest to żaden przełomowy hit, ale całkiem przyjemny tytuł, który pozwoli nam zapełnić kilka zimowych wieczorów rykiem (czy raczej brzęczeniem) maszyn. Tryb Extreme skutecznie ożywia zabawę przedłużając żywotność gry, a wyzwania przed nami stawiane jeszcze to potęgują. Także opanowanie do perfekcji wszystkich 18-tu torów cyklu Grand Prix zabierze nam troszkę czasu.<br /><br />Niestety (?) mimo to grając w MotoGP przez cały czas miałem wrażenie obcowania z arcadową grą rodem z konsoli niż z motocyklowym symulatorem wyścigów. Zbyt wiele zostało pozostawione komputerowi. Aż prosi się, żeby wykorzystać możliwości drugiego drążka na padzie i wprowadzić balans ciałem tak istotny w ściganiu się na motocyklach. Sama jazda nawet na najwyższym poziomie trudności okazywała się igraszką, a jedyną trudnością było utrzymanie się w optymalnym torze jazdy i przeciskanie się przez tłum przeciwników.<br /><br />Czy zatem warto sięgnąć po najnowsze dzieło Climax? Dla wszystkich hardcore&#8217;owych graczy może on oferować nieco za mało, ale wszyscy ci, którzy po prostu lubią się cieszyć prędkością i rywalizacją z wykorzystaniem jednośladów myślę, że znajdą w MotoGP 07 niezłego towarzysza na zimowe wieczory. Jeśli jednak macie już w domu pudełko oznaczone numerkiem 06 poważnie bym się zastanowił nad zakupem edycji 07 gdyż niewiele nowych elementów wnosi ona do serii. Może warto poczekać na 08?]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>F.E.A.R. Perseus Mandate</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=179#p179</link>
<guid isPermaLink="false">179@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Perseus Mandate odrobinę się bałem. Gdzieś tam w głowie szumiały informacje na temat kłótni o prawa do posługiwania się marką F.E.A.R. jej przejęciu, drugiej części gry, Project Origin i pieniądzach. Starym zwyczajem duzi gracze biją się o dolary. Ja &#8211; gracz trochę mniejszy &#8211; bić chciałem wirtualnych przeciwników. Sprawy finansowe i rozgrywki prawników niespecjalnie mnie interesowały. Mimo to przeczuwałem, że drugi dodatek będzie li tylko próbą wyciągnięcia banknotów z portfeli fanów elektronicznej rozrywki.<br />Lądujesz w kanale<br />[Jest krwawo]<br /><br />Jest krwawo<br /><br />Już sam początek gry utwierdził mnie w przekonaniu, że jest tak jak myślałem. Pierwsze plansze nie wzbudziły we mnie żadnych emocji. Giwery, które dostałem już znałem a lokacje były pustawe. Parłem naprzód w zasadzie tylko i wyłącznie z redaktorskiego obowiązku. A że przeciwnicy padali szybciej niż budynki pod ciężarem skaczącej Godzilli, to maszerowało się szybko i w miarę bezboleśnie. Ogólnie jednak było bardzo, bardzo przeciętnie.<br /><br />Na całe szczęście jestem upartym baranem (zodiakalnym). Postanowiłem kontynuować zabawę z recenzowanym produktem a ten mi się odwdzięczył. Mniej więcej w połowie gry jesteśmy świadkiem metamorfozy Perseus Mandate. Wspomniane lokacje stają się ciekawsze, bardziej filmowe. Przeciwników jest więcej i trudniej ich pokonać. Sama akcja się ożywia a my powoli zaczynamy się interesować tym, co dzieje się na ekranie. Czasami zdarza się nawet, że po plecach przebiega nam znajomy dreszcz &#8211; tak, to ten tytułowy Strach.<br /><br />Już teraz muszę więc powiedzieć, że przy drugim dodatku do FEAR (darujmy sobie kropki) warto posiedzieć . Nie tylko dla bullet-time, o którym jeszcze napiszę kilka słów.<br />Czerwone sukienki, czerwooone niczym wino<br />[Jeden z ]<br /><br />Jeden z &quot;momentów&quot;<br /><br />Autorzy Perseus Mandate zdecydowali się rozwijać fabułę gry w oparciu o ciekawy pomysł. Wydarzenia, których byliśmy świadkiem w podstawce i pierwszym rozszerzeniu tym razem obserwujemy oczyma drugiej drużyny, wysłanej na wirtualny plac boju. Mimo to w trakcie zabawy nie odczujemy, że gdzieś tam obok nas dzieje się coś, w czym już wcześnie braliśmy udział (brzmi dziwnie nieprawdaż?). Może to wina niewielu &#8222;sekretarek&#8221; do odsłuchania, może winowajcą jest tu sam gatunek, który reprezentuje gra. W końcu w strzelankach fabuła nie jest najważniejsza. Niezależnie od przyczyny odrobinę żałuję, że nie &#8222;wstrzelono&#8221; nas bardziej w klimat pierwszych dwóch gier, że nie przedstawiono zbyt wielu momentów, w których przypomnimy sobie wydarzenia z FEAR i Extraction Point. Byłbym jednak kłamcą gdybym napisał, że takich chwil nie ma wcale. Jest kilka słabszych a jest i jedna bardzo mocna, kiedy to oglądając bardzo porządnie zrealizowany przerywnik powiemy &#8222;aha, pamiętam to&#8221;.<br /><br />Podobnie jest z elementami horroru. Te, które zobaczymy w przeważającej części w żaden sposób nas nie wystraszą. Autorzy dodatku nadużywają znanych już zagrań przez co, zamiast podskakiwać w fotelu w głowie zazwyczaj pojawia nam się myśl &#8222;łee było, znam&#8221;. Oczywiście podobnie jak w przypadku wspomnianej przed chwilą fabuły, zdarzy się, że poczujemy na karku chłodny, mroczny powiew. Większa w tym jednak zasługa zabawy oświetleniem czy oprawą muzyczną niż &#8222;strasznych&#8221; nowości. W zasadzie to nie raz i nie dwa zastanawiałem się czy gra powinna się nazywać FEAR. Może i ma swoje momenty, ale przez większą część zabawy doskonale wiemy czego można się po niej spodziewać.<br />Nerwy ze stali<br /><br />W budowaniu napięcia nie pomagają nasi towarzysze broni. Jak ma nam skoczyć adrenalina, jak mamy się przestraszyć kiedy jesteśmy świadkami totalnej obojętności tychże. Wyobraźcie sobie, że kiedy wróg ładuje w wiozący nas śmigłowiec rakietę za rakietą, jeden z członków naszego zespołu bez ruchu siedzi na składanym krzesełku. W głosie osób podkładających głosy pod postaci nie wyczuwamy stresu czy nerwów, a wspomniany już komandos pustym wzrokiem patrzy się przed siebie. Ja wiem o czym on myśli. Na pewno zastanawia się czemu do cholery wsadzili go do tej gry a nie do jakiegoś Crysisa czy nowego Call of Duty. Masz niefart chłopie. Co mam jednak powiedzieć ja &#8211; gracz zmuszony do oglądania takich scen?<br /><br />Perseus Mandate ratuje dosłownie jeden element gry. Jest nim osławiony bullet-time. Ten mimo kilku lat na karku nie postarzał się ani trochę. Walka w tej produkcji to wciąż klasa sama w sobie. Kiedy w zwolnionym tempie wpadasz do pomieszczeń, słuchasz rozciągniętych głosów wroga czy obserwujesz, rozchodzącą się po wybuchu skaczącej miny falę uderzeniową, budujesz w sobie cierpliwość, która umożliwi dalszą zabawę tym tytułem. Z wielką przyjemnością patrzy się na ciała przeciwników, fruwające na tysiąc różnych sposobów po przyjęciu śmiertelnej porcji ołowiu. Wciąż chce się demolować pomieszczenia i klepać w przycisk CTRL, który sprawia, że stajemy się nadludzko szybcy. Akcja w tej grze zasługuje na to by pisać to słowo z dużej litery.<br />Szarobura destrukcja<br />[Jest dużo akcji]<br /><br />Jest dużo akcji<br /><br />Postarzała się natomiast grafika. Perseus Mandate raczej nie można porównywać z takimi gigantami jak wspomniany już Crysis czy Call of Duty. Na dokładkę większość gry wciąż jest utrzymana w nieciekawej kolorystyce. Powtarza się wiele elementów otoczenia, drobiazgów takich jak puszki, sprzęt elektroniczny czy meble. Zapewne jej twórcy myśleli, że nikt na to nie zwraca uwagi. A jednak. Zaletą tej produkcji są jej niezbyt duże wymagania sprzętowe. Kiedyś FEAR straszył nasze pecety. Dziś powinny sobie z nim bez problemu poradzić. Warto również pamiętać, że w Perseus Mandate zobaczymy bardzo dużo krwi. Niekoniecznie powinniście więc pokazywać go młodszemu bratu czy kupować dziecku pod choinkę.<br /><br />Odrobinę lepiej jest z oprawą muzyczną. Część dźwięków i utworów muzycznych wyszła z działu recyclingu. Te, które są nowe, są jednak całkiem dobre. Podobnie rzecz ma się z odgłosami eksplozji &#8211; wszystkimi &#8222;hałasami&#8221; towarzyszącymi sianej przez nas destrukcji.<br />Weteran patrzy<br />[Jest dobrze?]<br /><br />Jest dobrze?<br /><br />Produkcję tą mogę polecić fanom serii albo osobom, które myślą o zakupieniu FEAR z dwoma dodatkami w &#8222;złotej serii&#8221;. Drugie rozszerzenie nawet na wyśrubowanym poziomie trudności nie powinno być wyzwaniem dla wielbicieli strzelanek. Nie jest też przesadnie długie. Garść nowości takich jak przeciwnicy, broń a nawet dodatkowe misje, które odblokujecie po przejściu gry nie sprawiają, że ten dodatek jest lepszy od najciekawszych tegorocznych produkcji tego typu. Jeśli więc uwielbiasz FEAR i przeszedłeś już wszystkie znakomite shootery ostatnich miesięcy, to Perseus Mandate może zapewnić ci rozrywkę na parę wieczorów. Osoby, które nie są przywiązane do tej serii albo te, które jeszcze nie skończyły lepiej ocenianych tytułów powinny jeszcze raz spojrzeć na półkę z grami w swoim ulubionym sklepie. Prawie na pewno jest na niej coś, co sprawi im więcej przyjemności niż ten tytuł.]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Neverwinter Nights 2: Maska zdrajcy</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=178#p178</link>
<guid isPermaLink="false">178@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Kiedy odzyskujesz przytomność rozmazane plamy przybierają powoli konkretne kształty, ukazując twoim oczom pokaźnych rozmiarów grotę. Co gorsza, leżysz w niej sam, nie wiedząc skąd i dlaczego się tu wziąłeś. Czujesz tylko dziwną pustkę, niepokój, lecz nad wszystkimi tymi uczuciami dominuje jedno &#8211; zagubienie. Gdzie reszta drużyny, co właściwie stało się po pokonaniu Króla Cieni i jak do diabła się tu znalazłem &#8211; to tylko niektóre pytania, które pojawiają się w twojej głowie. Z tego przedziwnego otępienia wyrywają cię kroki nadchodzącej postaci. Niestety, jesteś tak osłabiony, że nawet nie masz siły się bronić. Z tym większym przerażeniem zauważasz, że zbliżająca się postać jest Czerwoną Czarodziejką z Thay. Wprawdzie nigdy wcześniej nie spotkałeś żadnego przedstawiciela tej grupy, ale w plotkach, które słyszałeś zdecydowanie zbyt często pojawiały się dwa określenia: &#8222;niebezpieczny&#8221; i &#8222;zła sława&#8221;. Tym większe zdziwienia pojawia się na twojej twarzy kiedy słyszysz &#8211; &#8222;Witaj, jestem Safiya, przyszłam tutaj aby ci pomóc&#8230;&quot;<br />Khelgar is back?<br />[Są różne odcienie szarości]<br /><br />Są różne odcienie szarości<br /><br />Tak rozpoczyna się przygoda w Masce Zdrajcy - pierwszym dodatku do Neverwinter Nights 2. Historia opowiedziana w grze rozgrywa się oczywiście po tym jak pokonany został przez nas Król Cieni. Twórcy postanowili jednak opuścić okolice Neverwinter i wybrać się do odległego o setki mil Rashemenu &#8211; przedziwnej krainy gdzie duchy i cienie odgrywają niebagatelną rolę. Jako, że Maska Zdrajcy jest dodatkiem, który ma umożliwić nam zabawę postaciami wysokopoziomowymi zaczynamy grę będąc już na 18-tym poziomie, czyli mniej więcej w okolicach gdzie zakończyliśmy przygodę w &#8222;podstawce&#8221;. Oczywiście postać, którą graliśmy do tej pory możemy importować lub stworzyć zupełnie nową, awansując ją na samym początku do wymaganego poziomu startowego.<br /><br />Choć pomysł przeniesienia akcji gry z dala od Neverwinter wydaje się atrakcyjny twórcy postanowili również zrezygnować z naszych dotychczasowych przyjaciół. Oznacza to, że przygodom, które przyjdzie nam przeżyć nie będą towarzyszyć dosadne komentarze krasnoluda Khelgara czy kąśliwe uwagi czarodzieja Sanda. Wprawdzie zakończenie NWN2 wyraźnie sugeruje koniec drużyny, ale skoro uratował się główny bohater dlaczego nie mogła reszta? Przyznam szczerze, że w tej kwestii poczułem zawód, liczyłem bowiem na powtórne spotkanie ze świetnie zarysowanymi w &#8222;podstawce&#8221; bohaterami.<br /><br />Autorzy &#8222;Maski&#8221; jakby przewidując rozczarowanie wielu graczy taką decyzją postarali się jednak, aby napotkane tutaj postaci były równie dobre, jeśli nie lepsze od tych w podstawowej wersji gry. Spotkamy więc wspomnianą już Czarodziejkę z Thay, półniebiankę Kaelyn, Szamana Dusz kroczącego przez krainy snu, nieumarły konstrukt czy nawet boga. Każdemu z nich towarzyszy ciekawa historia, a wykreowani bohaterowie są bez wątpienia unikalni.<br />Cukierków nie będzie<br /><br />Olbrzymią siłą tego tytułu jest świat przedstawiony w grze oraz opowiedziana w niej historia. W porównaniu z Neverwinter Nights 2 jest on bardziej dojrzały. Przez cały czas towarzyszyło mi przekonanie, że zrezygnowano z cukierkowości na rzecz bardziej mrocznych sfer egzystencji. Tak wyraźną w &#8222;podstawce&#8221; czerń i biel zastąpiły tu różne odcienie szarości, a wiele decyzji, które podejmiemy nie będzie tak naprawdę wyborami między dobrem, a złem, a szukaniem mniejszego zła. Wynika to z fabuły, jak i samej natury głównego bohatera, która okaże się bardziej mroczna niż moglibyśmy się tego spodziewać. Szarości nie pojawią się w Masce tylko w sposób metaforyczny, pojawią się też dosłownie. Wielokrotnie odwiedzimy bowiem świat cieni - mroczne odbicie naszej rzeczywistości zamieszkane przez duchy i upiory. Wielkie brawa dla twórców za tą część designu gry. Mnie niesamowicie przypadła ona do gustu, choć starałem się przebywać w tej sferze jak najmniej. Wszystko przez to, że szarość świata cieni jest niezwykle sugestywna. Za każdym pobytem w niej towarzyszyło mi poczucie przytłoczenia i jakiegoś niewypowiedzianego zagrożenia.<br /><br />W Masce Zdrajcy wodze fantazji i kreatywności będą mogli puścić gracze lubiący grać po &#8222;ciemnej strony mocy&#8221;. Stać się uosobieniem najgorszych ludowych koszmarów? Siać postrach i zniszczenie gdziekolwiek się pojawicie? Proszę bardzo! Choć sam jak zwykle grałem &#8222;po jasnej stronie&#8221; (wiem, wiem &#8211; jakie to nudne&#8230;) kilkukrotnie kusiło mnie żeby zmienić front.<br /><br />Wyjątkowo ciekawie prezentuje się kwestia piętna, które przyjdzie nam dźwigać na swoich barkach. Żeby nie zepsuć zabawy powiem tylko tyle, że niezależnie od tego, którą z dróg wybierzemy będzie to wybór trudny i brzemienny w skutkach. Pozostanie po &#8222;jasnej stronie&#8221; odbije się na naszym zdrowiu, zaś &#8222;mroczna sfera&#8221; obnaży nasze słabości wobec Głodu.<br />Powrót do korzeni, czyli to czego brakowało w NWN2<br /><br />Tym, co najbardziej ucieszyło mnie na samym początku gry jest powrót twórców do mechanizmów znanych nam i doskonale sprawdzonych choćby w Baldur&#8217;s Gate. Przyznam szczerze, że byłem zszokowany kiedy nie znalazłem ich w Neverwinter Nights 2. O czym mówię? O banałach i podstawach &#8211; takich jak choćby możliwość zaznaczania całej drużyny przeciągnięciem klika i zarysowaniem wokół drużyny prostokąta, czy też wyboru postaci poprzez kliknięcie jej, a nie portretu znajdującego się w rogu ekranu. To też możliwość automatycznego segregowania ekwipunku, co niezwykle ułatwia zabawę szczególnie kiedy uzbieramy już sporą kolekcję artefaktów. Rozwiązano (a właściwie powinienem napisać &#8211; przywrócono do normalności) kwestie awansu członków naszej drużyny. Awans nie ma charakteru hurtowego (jak w podstawce &#8211; kiedy wszyscy wchodzili na wyższy poziom w tym samym momencie), ale kwestia ta została zindywidualizowana.<br />[Od czerni]<br /><br />Od czerni<br /><br />Teraz (podobnie jak było to w starych RPGach) każdy z bohaterów awansuje wtedy kiedy jego PD osiągną odpowiedni pułap. Przywrócono również cykl dnia i nocy (ten był w NWN2, ale trudno uchwytny bo nigdzie nie dało się sprawdzić pory dnia/nocy) &#8211; są one teraz wyraźnie zaznaczone starym dobrym zegarem z wyobrażeniem słońca i księżyca. Podobnie z kwestią odpoczynku &#8211; możemy wybierać między 8-godzinnym przywracającym siły i czuwaniem do świtu. W Masce możemy też sprawdzić stopień wpływu na naszych towarzyszy &#8211; zarówno wyrażony słownie jak i liczbowo. To wszystko o czym piszę to drobnostki, ale wyjątkowo istotne i wpływające na przyjemność z gry. Można się tylko dziwić, że wszystkie te elementy pojawiają się dopiero w dodatku.<br /><br />Ciężko było mi się przyzwyczaić do zmiany tryby pracy kamery. Teraz pracuje ona w dwóch trybach &#8211; strategicznym (rzut z daleka) i postaci (kamera za ramieniem bohatera). Niestety obracanie i jej przemieszczanie zmieniono w stosunku do podstawowej wersji NWN2 i nie wiem czy była to zmiana korzystna, choć po pewnym czasie i do tego można się przyzwyczaić.<br />Nowinki i radość bycia wymiataczem<br /><br />Maska Zdrajcy jako dodatek oferuje nam różnego rodzaju nowinki w stosunku do podstawowej wersji gry. Najważniejszą jest oczywiście zabawa postaciami wysokopoziomowymi. Tym razem będziemy mogli doprowadzić naszych herosów aż do 30 poziomu. Fakt rozpoczynania zabawy na 18-tym sprawia, że od samego początku nasi magowie nie będą służyć za łatwe ofiary, ale będą filarami drużyny. Stosunkowo szybkie awanse pozwolą na uzyskanie dostępu do dużej ilości potężnych zaklęć (szczególnie polecam Burzę Zemsty). Także wojownicy będą niezłymi wymiataczami o czym przekonałem się kiedy mój mnich/Niewidzialne Ostrze uzbrojony w dwa magiczne sztylety siał zniszczenie w szeregach wroga. Od samego początku dysponujemy też potężnymi artefaktami co oczywiście znacznie uatrakcyjnia rozgrywkę.<br /><br />Jak w każdym dodatku w Masce Zdrajcy pojawiają się nowe rasy (np. Dziki Elf, Półdrow czy Genasi &#8211; rasa nierozerwalnie związana z żywiołami). Uzyskamy też dostęp do nowych klas &#8211; dwóch podstawowych i pięciu prestiżowych. Od 21 poziomu bohaterowie są uznawani za epickich i otrzymują tym samym dostęp do takowych atutów. Są one wyjątkowo potężne i znacząco przyczynią się do wzmocnienia naszych postaci.<br /><br />Na uwagę zasługuje torba zaklinania, którą od samego początku przygody będziemy mieli w swoim ekwipunku. W połączeniu z esencjami żywiołów, które pozyskamy z ciał pokonanych wrogów dzięki niej będziemy mogli łatwo i szybko zaklinać przedmioty tworząc potężne magiczne artefakty. Jest to doskonałe rozwiązanie, które przywraca radość z &#8222;craftowania&#8221;, którą nieco odebrała mi konieczność szukania odpowiednich warsztatów w NWN2. Ponownie brawa dla twórców za ten jakże prosty i udany pomysł.<br /><br />Poza nowinkami należy też wspomnieć o tym, że widoczna jest w grze praca nad wydajnością jej silnika. Maska Zdrajcy działa zdecydowanie lepiej niż &#8222;podstawka&#8221;, zachowując większą płynność i pożerając mniej zasobów systemowych. Miałem też wrażenie, że poziomy wczytywały się nieco szybciej niż w NWN2, podobnie jak i zapisy stanów gry.<br />Ideały nie istnieją<br />[Do białości]<br /><br />Do białości<br /><br />Oczywiście nie obyło się bez wpadek, choć od razu muszę zaznaczyć, że ich kaliber nie jest poważny. Już na samym początku gry (na etapie tworzenia postaci) trafiłem na nieprzetłumaczony fragment (w jednym z życiorysów postaci). Potem w czasie gry zdarzyło mi się to jeszcze kilkukrotnie &#8211; głównie wśród kwestii wypowiadanych przez członków drużyny np. w czasie bitwy. Były też angielskie komunikaty i opisy potworów. Wprawdzie nie było to zbyt częste jednak w porównaniu z NWN2 gdzie udało się tego całkowicie uniknąć (przynajmniej ja na nic takiego nie wpadłem pomimo ponad 100h gry) rzucało się w oczy. Jeśli już jesteśmy przy lokalizacji należy podkreślić, że ta stoi na wysokim poziomie, jest spójna, a przede wszystkim trzyma klimat tak istotny w grach cRPG.<br /><br />W czasie gry przydarzyły mi się jeszcze dwa dość dziwne błędy. Pierwszy omal nie spowodował zacięcia się w grze &#8211; po wymieszaniu składników do mikstury, którą miałem zrobić gra zakomunikowała mi jej stworzenie jednak z nieznanych mi przyczyn nie umieściła w ekwipunku. Po histerycznych poszukiwaniach zakończonych porażką musiałem sięgnąć po zapisany ponad godzinę wcześniej stan gry (zorientowałem się za późno przez co nadpisałem stosunkowo bliski czasowo save). Na szczęście za drugim razem wszystko przebiegło bez zakłóceń.<br /><br />Drugi błąd nastąpił po zapisaniu stanu gry w trakcie ciężkiej walki. Kiedy po mojej śmierci chciałem wrócić do zapisanego momentu okazało się, że komputer nie wiedzieć czemu uznał, że przeciwnika pokonałem i przeskoczył do następnej kwestii dialogowej. Nie żebym się tym szczególnie zmartwił, bo ów olbrzym był wyjątkowo irytujący, ale wywołało to u mnie pewną konsternację.<br />Smakowite szarości<br /><br />Po tym wszystkim co napisałem wypadałoby podsumować czyli odpowiedzieć na pytanie czy i nam Maska Zdrajcy skradnie duszę? W moim przekonaniu zdecydowanie tak. Ludzie z Obsidian stanęli na wysokości zadania i wypuścili porządny produkt, a nie maszynkę do odcinania kuponów. Ok. 20-godzinna rozgrywka oferuje mnóstwo przygód i walki, dobrą fabułę i zdecydowanie ciekawszy niż czarno-biały świat, w którym historia Zjadacza Dusz wije się niczym zaraza atakująca niewinne ofiary. Zdecydujecie się walczyć z klątwą Boga Śmierci czy może jej ulegniecie? Wszystko w waszych rękach&#8230;]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Ghost Recon Advanced Warfighter 2</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=177#p177</link>
<guid isPermaLink="false">177@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Za ten tytuł oberwie się o dziwo Janowi Stojke. To on na Valhalli zapoczątkował spotkania z, zapożyczając z angielskiego &#8222;crapem&#8221;. Nie przeszkadzało mi to w przypadku RTL Winter Kaszanki. Gier sportowych na pececie nie lubię. Nie przeszkadzało mi to również w przypadku recenzowanego wczoraj Blacksite: Area 51. W końcu mogę sobie kupić inny shooter, których jest bardzo dużo. Kiedy jednak okazało się, że jakość ostatniej odsłony Ghost Recon przypomina stan polskich dróg i autostrad, miałem ochotę napisać kilka brzydkich słów.<br />Co z wami Ubisoft?<br /><br />Francuski wydawca ma to szczęście, że większości miłośników elektronicznej rozrywki kojarzy się z dobrymi, grywalnymi produkcjami. I ja postrzegałem go w ten sposób. Cios, który zadał mi GRAW 2 jest więc dwa razy mocniejszy, niż uderzenie gry o podobnej jakości od innego wydawcy. Tytuł ten przypomniał mi rozmowy na temat pełnego bugów Silent Hunter IV.<br /><br />W GRAW 2 znów wcielamy się w kapitana Mitchela, który dowodzi jednostką elitarnych amerykańskich wojaków &#8211; Duchów. Ci jak dobrze pamiętamy z pierwszej odsłony gry zaprezentowali się z dobrej strony podczas konfliktu zbrojnego w Meksyku. Uratowali prezydenta USA, odstrzelili kilkuset złych panów z karabinami, a przy okazji uświadomili graczom, że taktyczne shootery na pecetach wciąż są wydawane.<br />[Cross-com daje radę]<br /><br />Cross-com daje radę<br /><br />Akcja Advanced Warfighter 2 zaczyna się w kilka chwil (jeden dzień) po wydarzeniach, których byliśmy świadkami ostatnim razem. U południowego sąsiada USA znów dzieje się coś złego. I nie mam tu na myśli podwyżki ceny burritos. Co to, to nie! Na ulice meksykańskich miast wychodzą &#8222;terroryści&#8221;, którzy sprzeciwiają się podpisaniu porozumienia między kilkoma państwami Ameryki Północnej i Południowej. Na dodatek panowie ci mają broń, której chcą użyć. Całej fabuły recenzowanej produkcji nie chce zdradzać, bo może znajdzie się naiwniak taki jak ja, który będzie chciał odkryć ją na własną rękę. Dodam więc tylko, że po drodze pojawią się jeszcze najemnicy z Panamy, broń atomowa, dużo akcji i kilka innych elementów przypominających nam, że jest to tytuł sygnowany nazwiskiem mistrza political-fiction &#8211; Toma Clancy. Generalnie historia opowiedziana w grze, i to jak się rozwija nie jest zła, choć przerabialiśmy ją (albo podobną) już setki razy.<br />W niebo patrz!<br /><br />Zawodzi niestety cała reszta i nie mogę przejść obojętnie obok tego faktu. Wydana w naszym kraju gra w wersji 1.4 jest istnym festiwalem bugów. Liczba niedoróbek jest tu większa niż ilość złotych łańcuszków na szyi przeciętnego fana strojów sportowych. Dobrze, że nie wszystkie to tzw. &#8222;showstopery&#8221;.<br /><br />Zacznijmy od sztucznej głupoty (inteligencją nie da się tego nazwać) naszych przeciwników. Ci w zasadzie niczego nie widzą i niczego nie słyszą. Zdarza im się czasem do nas strzelać. Najczęściej jednak wpatrują się w jakiś punkt na horyzoncie i zapewne przeklinają swój niefart &#8211; to, że zamknięto ich w tak marnym produkcie. Z reguły możemy do nich podjeść i powybijać ich zanim pomyślą o skorzystaniu ze swych pukawek. Ba! Możemy nawet wypaść na nich zza rogu zupełnie nieprzygotowani do walki a i tak zapewne wyrżniemy w pień cały oddział kretynów zanim doczekamy się jakiejkolwiek reakcji. Krótko mówiąc &#8211; jest bardzo słabo.<br />[Misja na tamie również]<br /><br />Misja na tamie również<br /><br />Jedynie odrobinę lepiej jest z naszymi podwładnymi. Ci czasem słuchają naszych rozkazów, ale najczęściej po ich wydaniu &#8222;tańczą&#8221; (ciężko mi znaleźć lepsze słowo) elegancko drepcząc w przód i w tył, czekając aż sami ich ubijemy, bo wróg tego raczej nie zrobi. Jeśli uda im się nawet gdzieś pójść to istnieje duża szansa, że utkną na amen, przegięci w pół, wpatrzeni w niebo. W takiej sytuacji nie da się już z nimi nic zrobić i trzeba samemu odwalić całą robotę. Szczytem absurdu jest misja, w której uratowany przez nas zakładnik nie chce wsiąść do śmigłowca. Można biegać po całej planszy, ubić wszystkich przeciwników a misji nie ukończymy bo SI brzydko się zatnie. Ja jakimś cudem nie straciłem tutaj cierpliwości i po kilku godzinach klikania w opcję &#8222;load game&#8221; jakoś zmusiłem gościa do załadowania czterech liter do środka stalowej bestii. Dziewięćdziesiąt procent graczy nie będzie jednak na tyle cierpliwa i rzuci grę w kąt. Gdzie się podziali mądrzy, szybcy, śmiertelnie groźni przeciwnicy, których znamy z poprzednich części Ghost Recon albo Rainbow Six? Najwyraźniej wzięli urlop tak jak programiści odpowiedzialni za SI. W tej materii gra obraża naszą inteligencję w większym stopniu niż wiadomości FOX News.<br />Witamy w Juarez<br /><br />Szkoda, że tak się stało bo i my i nasi adwersarze mamy gdzie pokazać swoje umiejętności. Mapy w grze zaprojektowane są bardzo dobrze. Większość z nich umożliwia zachodzenie wrogów z kilku stron, a ich prawdziwą &#8222;moc&#8221; poznają ci, którzy skuszą się na współpracę w sieci. Nowością jest wyrzucenie misji poza miasto. Nareszcie strzelać możemy nie tylko w terenie zabudowanym (choć przez większość czasu będziemy walczyć w Juarez) ale i w tak ciekawych miejscach jak olbrzymia tama czy kamieniołom. Ten element gry można pochwalić podobnie jak odrobinę ulepszony cross-com i odprawy przed kolejnymi zadaniami. Mapa satelitarna, którą znamy z pierwszej części Advanced Warfighter znów doskonale sprawdza się na polu bitwy. Korzystanie z niej do wydawania rozkazów czy śledzenia posunięć wrogich wojaków to jeden z przyjemniejszych &#8222;znaków firmowych&#8221; tego tytułu i jego poprzednika. Żeby jeszcze inteligencja naszych pomagierów nie kulała, to by było świetnie.<br /><br />Sprzętu, który możemy zabierać na misje jest sporo. Mamy karabiny maszynowe i snajperskie, rakietnice, pistolety i granaty. Prawie każdą broń można modyfikować &#8211; dokładać do niej celowniki, granatniki czy uchwyty. Szkoda tylko, że w zasadzie całą kampanię dla pojedynczego gracza można ukończyć, korzystając tylko i wyłącznie z jednej armaty. Nie cieszy również rozłożenie poziomu ciężkości tak, że czasami bez doboru odpowiedniego uzbrojenia ciężko będzie nam wykonać wyznaczone przez dowództwo zadania. Sugeruje więc za każdym razem zabierać przynajmniej jedną rakietnicę. Kto tego nie zrobi może nie przetrwać niespodzianki, którą przygotowano dla nas na tamie czy w kolejnej misji.<br />Highlander Ghosts<br /><br />Skoro już piszę o przetrwaniu to warto wspomnieć o poziomie trudności recenzowanego tytułu. Ten niestety strasznie się obniżył. Poza nielicznym, gwałtownymi skokami kiedy to trzeba wczytywać stan gry po pięćset razy, całą kampanię przejdziemy z marszu. Oczywiście o ile nie zniechęcą nas do tego wspomniane już bugi. Misji do ukończenia nie ma nawet piętnastu a przez większość z nich w tempie ekspresowym &#8222;przestrzelimy się&#8221;, prowadząc jedynie Mitchela. Nie tego spodziewałem się po taktycznej strzelance sygnowanej nazwiskiem Clancy. Rozumiem, że należy poszerzać krąg potencjalnych odbiorców gier, ale w tym przypadku odrobinę przesadzono z ułatwieniami, a nie wspominam nawet (a jednak) o SI z IQ równym pięć.<br />[SI już niespecjalnie]<br /><br />SI już niespecjalnie<br /><br />Kolejnym ułatwieniem jest możliwość wykonywania quicksave&#8217;ów praktycznie w dowolnej chwili. To chyba opcja dla niedzielnych graczy. Im powinna się też spodobać &#8222;nieśmiertelność&#8221; naszego oddziału. Dzielni amerykańscy wojacy nawet po trafieniu rakietnicą muszą jedynie &#8222;pauzować&#8221; w trakcie kolejnej misji. Oddział Duchów składa się jednak z pięciu czy sześciu żołnierzy. Nie zdarza się więc byśmy byli zmuszani do przechodzenia misji w pojedynkę. Szkoda. Podsumowując &#8211; o taktyce, rozsądnym przesuwaniu oddziału, planowaniu jego trasy przemarszu powinniśmy zapomnieć. Chyba, że bardzo chcemy na siłę łudzić się, że to jest gra taktyczna.<br />Widoki na przyszłość<br /><br />Grafika i muzyka w GRAW 2 zasadniczo nie zmieniły się od ostatniego spotkania z serią. Stoją na przyzwoitym poziomie i pozwalają cieszyć się grą nawet posiadaczom przeciętnych pecetów. Odrobinę kłuje w oczy utrzymywanie palety kolorów gdzieś pomiędzy beżem a kolorem piaskowym. Innych barw w zasadzie nie uświadczymy. W przypadku grafiki bardzo drażniące jest niestety przenikanie się tekstur. Często zdarza się, że nasza broń przebija ściany. Widzimy również jak ręce, głowy i nogi &#8222;ukrytych&#8221; przeciwników przechodzą przez wirtualny beton. Oczywiście należy korzystać z okazji i ich zabijać. Jeśli jednak tego nie zrobimy to nic złego się nie stanie. Oni i tak rzadko kiedy zwracają na nas uwagę.<br /><br />Dźwięki wystrzałów, świszczących nad głową kul i wybuchów są solidne. Może brakuje im nieco mocy, ale w tym temacie nie można narzekać. Zastanawia mnie jednak czemu całkiem przyjemne, wpasowujące się dobrze w klimat gry utwory muzyczne, przerywane są od czasu do czasu ciężką, metalową muzyką. Studio GRIN musi się zdecydować na któreś rozwiązanie. Albo dajemy zarobić kolegom z garażowej kapeli albo zachowujemy ciągłość &#8222;wojenno-filmowego&#8221; klimatu oprawy muzycznej.<br />[Lepiej więc się ewakuować]<br /><br />Lepiej więc się ewakuować<br /><br />Najgorzej z tego wszystkiego wypada oczywiście polonizacja do czego Cenega zdążyła nas już przyzwyczaić. Słowo pisane przetłumaczone jest dobrze. Tu nie mam zastrzeżeń. Nie zauważyłem nawet częstych przekłamań w terminologii wojskowej. I to właśnie w kinowej wersji gra powinna trafić do sklepów. Aktorzy (jeśli nimi są) wynajęci do podkładania głosów nudzili się w trakcie nagrań a przy okazji nudzili mnie. Pragnę zauważyć, że to jest gra wojenna. Ktoś grozi Ameryce bronią nuklearną, naokoło strzelają, koledzy żołnierze umierają. Tymczasem nawet &#8222;aktor&#8221; wcielający się w rolę pilota, którego maszyna właśnie stanęła w ogniu i kręcąc się jak bączek za chwilę uderzy w ziemię, nie okazuje żadnych emocji. Ja rozumiem, że w tym czasie odkrył coś o wiele bardziej interesującego dłubiąc w nosie, ale na boga, po co w takim wypadku marnować pieniądze na studio nagraniowe?! Tym bardziej, że koledzy po fachu pilota o nerwach ze stali równie mocno przejmują się wirtualna wojną. Proszę dać mi więc wersję kinową i o pięć czy dziesięć złotych opuścić sklepową cenę gry.<br />Wersja 1,5<br /><br />Przyznam szczerze, że bardzo zawiodłem się na GRAW 2. Spodziewałem się, że poprawi on błędy, które pojawiły się w pierwszej odsłonie gry i pokaże jaka moc drzemie w pecetowej wersji przygód Duchów. Tymczasem wykonał on bardzo duży krok w tył, nie wnosząc praktycznie niczego nowego do świata Ghost Recon. Jest to w zasadzie bardziej GRAW 1,5 niż druga część tego tyułu. Na dodatek w wersji 1.4 jest praktycznie niegrywalny. Z recenzenckiego obowiązku męczyłem się z nim, ale jeśli masz wydać pieniądze, to przynajmniej trzy razy powinieneś się zastanowić czy warto kupić Advanced Warfighter 2. Jeśli lubisz tego typu zabawę to lepiej zdejmij ze sklepowej półki przecenionego R6 Vegas albo pierwszego GRAW. Recenzowaną produkcję mogę w zasadzie polecić tylko i wyłącznie największym fanom Duchów, którzy na dodatek mają stalowe nerwy, dużo pieniędzy na zbyciu a jednocześnie ukończyli wszystkie sensowne shootery będące na rynku. Nie popisał się Ubisoft. Dobrze, że wkrótce premiera Vegas 2, choć na myśl o tym, że zaprezentuje on podobną formę robi mi się słabo.]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Metroid Prime 3: Corruption</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=176#p176</link>
<guid isPermaLink="false">176@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Pomysł na serię Metroid Prime rodził się w bólach. Amerykański zespół dostał nie lada zadanie &#8211; poradzenia sobie z reanimacją kultowej zręcznościówki ostatnio widzianej na Super Nintendo. Początki nie były łatwe. Okazało się, że dawna konwencja przygód seksownej Aran jako przygodowo-platformowej gry w dwóch wymiarach trąci myszką w erze Gamecube&#8217;a. Retro przy pomocy magii Nintendo zdobyło się na rewolucję. Zostawiono w spokoju uniwersum i specyficzny charakter rozgrywki, całość przenosząc w trzeci wymiar i dorzucając perspektywę z pierwszej osoby. Tak powstał gatunek FPA &#8211; First Person Adventure.<br />Trochę historii<br />[Nasza heroina]<br /><br />Nasza heroina<br /><br />Pierwszy Prime onieśmielał. Kiedy uderzył w skostniałą branżę mało kto uchował się przed jego siłą rażenia. Fenomenalny technicznie, z fantastyczną atmosferą do dzisiaj okupuje środkowe miejsce w top 5 gier wszechczasów według strony Game Rankings. Prime 2 nie przyniósł ze sobą żadnej rewolucji, ale na pewno godnie wpisał się w historię serii. Dopiero Corruption dzięki przesiadce na Wii przyniósł ze sobą postulowane nowości i ducha pierwszej części.<br /><br />Wszystkie Prime&#8217;y były od początku zaplanowane jako trylogia i jak to z trylogiami bywa &#8211; najlepsze są na ogół wstępy i zakończenia. Corruption zbiera fabularne nitki z obu części i doprowadza je do spektakularnego finału. Dużo dowiecie się o historii Chozo &#8211; tajemniczej cywilizacji z pierwszej części, rozprawicie się z morderczą &#8222;panią nemezis&#8221;&#8211; Dark Samus. Położycie również kres rozprzestrzeniającej się po kosmosie substancji &#8211; Phazonowi, który był osią tego kawałka historii z uniwersum Metroida. Tym razem zakażeniu ulegnie sama Samus. Będzie musiała stale balansować na granicy uzależnienia od substancji, która choć jest zabójcza, to daje olbrzymie możliwości. Wokół tego Retro nabudowało system gry, który za cenę utraty zdrowia pozwoli ci chwilowo wejść w stan zarażenia Phazonem, podczas którego w szale bojowym wybijesz przeciwników do nogi. Trzeba jednak uważać. Wiecie jak się kończą zabawy dziewczynek z zapałkami.<br />[Gra nie wygląda zbyt dobrze]<br /><br />Gra nie wygląda zbyt dobrze<br /><br />Specyfiką serii jest oszczędna prezentacja fabuły, przedstawianej na zasadzie &#8222;tyle wiesz, ile chcesz&#8221;. Poprzednie części w zasadzie w ogóle nie miały filmików przedstawiających rozwój wypadków. Historię kolejnych planet trzeba było wyszarpać własnoręcznie, odnajdując strzępy informacji, mitów, opowieści i historii. Corruption częściowo zrywa z tym ascetyzmem. Pierwsze kilka godzin spędzicie wgniecieni w fotel dzięki bardzo dynamicznej prezentacji scenariusza.<br />Valhalla rządzi<br /><br />Przygodę zaczniecie na gwiezdnym krążowniku Valhalla (tu dodatkowy punkt do oceny końcowej), który szybko stanie się celem ataku Gwiezdnych Piratów. Masa skryptów, dynamiczne pojedynki i wszechobecne wybuchy to nie to, do czego przyzwyczaiła nas seria. Bardziej to podobne do Halo niż do starego Prime&#8217;a, urzekającego atmosferą melancholii i wyobcowania. Tu trup ściele się gęsto, a dookoła biegają wspierający nas żołnierze Federacji. Szybko okaże się, że piracki abordaż miał jedynie odwrócić uwagę od prawdziwego zagrożenia &#8211; ataku na pobliską planetę Norion. Na jej powierzchnię zostaniesz wysłany Ty oraz trzech innych, najpotężniejszych Łowców Nagród w galaktyce.<br />[Ale wygląd nie jest najważniejszy]<br /><br />Ale wygląd nie jest najważniejszy<br /><br />Akcja zawiązuje się w tej odsłonie bardzo zgrabnie. Jeżeli poprzednie gry przypominały ambitne kino francuskie, to tu mamy do czynienia z pocieszną twórczością Petera Jacksona. Przynajmniej na początku. Im dalej, tym opowieść bardziej dryfuje w rewiry znane z poprzednich części. Jeżeli tak jak ja byłeś fanem eksploracji i elementów platformowych znanych z poprzednich części &#8211; nie zawiedziesz się. Po efekciarskim wstępie szybko wszystko wraca do normy. Natomiast faktem jest, że mamy do czynienia z najbardziej liniową, efektowno-efekciarską częścią serii. Przez to prysła być może część uroku poprzedników, ale Retro rekompensuje to z nawiązką, a mi osobiście postawienie na filmowość i intensywność niezwykle przypadło do gustu.<br />Skanuj!<br /><br />Powraca skanowanie obiektów, czyli znak firmowy serii. Dzięki skanerowi poznacie mnóstwo informacji o uniwersum, wejdziecie głębiej w przedstawiony świat i rozwiążecie czekające na was zagadki. Wpisy są naprawdę intrygujące. Wyobraźcie sobie scenę, jak przemykacie po szczątkach statku kosmicznego. Pod nogi sypią się iskry z pourywanych przewodów, a korytarze oświetla intensywne czerwone światło niedalekiej gwiazdy. Ściany są poszarpane, za zbitymi oknami leniwie przewalają się roztrzaskane części poszycia. Zerkacie w przewód wentylacyjny, gdzie zablokowało się ciało jednego z żołnierzy. Skanujecie je i okazuje się, że biedak ma silne stężenie adrenaliny we krwi, ponieważ najprawdopodobniej wszedł do kanału pod wpływem paniki, gdzie utknął i się udusił. Niby nic specjalnego, ale atmosferę buduje aż miło. Dzięki skanowaniu uzyskacie dostęp do komputerów, poznacie niuanse technologiczne oraz charakterystyki stworzeń ze świata gry.<br /><br />Oprócz skanera dostępne inne nakładki wizyjne, w tym zarządzająca statkiem kosmicznym. Ta możliwość to novum w serii i okazuje się, że jest czymś więcej niż jedynie ciekawostką. Możliwość wzywania statku na pomoc jest przemyślana i wprowadzona z głową, a autorzy poszli na całość i w ramach bonusu dodali możliwość jego wizualnego tuningu. Ale to tylko dla wytrwałych.<br /><br />Nowa konsola przyniosła ze sobą drugi oddech potrzebny autorom. Nintendo dało Retro komfort pracy przez dodatkowy rok, dzięki czemu dostaniemy do rąk produkt wymuskany do granic przyzwoitości. Chociaż Wii mocą nie grzeszy, autorom udało się mile połechtać zmysł wzroku dzięki nieprawdopodobnemu przywiązaniu do detali. Dość powiedzieć, że główny producent gry &#8211; Pacini &#8211; przyznał ostatnio, że każda z tekstur obecnych w grze była przygotowywana ręcznie i dopasowywana do każdej lokacji. Co to oznacza? Ano tyle, że nie znajdziecie tu dwóch podobnych pomieszczeń, dwóch identycznych podłóg ani ścian.<br />Wii potrafi!<br /><br />Wszystko ma swój styl, każda część jest indywidualna. O ile na statku kosmicznym tego nie docenicie, bo większość ścian to srebrna blacha, to szwędając się po zroszonej deszczem planecie Bryyo lub zwiedzając całkowicie zmechanizowaną Elysię są spore szanse, że zaczniecie się zastanawiać w co też graliście do tej pory. Nie ma tu technicznych fajerwerków, ale ogrom wysiłku poszedł w prace projektowe, architekturę, autentyzm i oryginalność, dzięki czemu kolejne światy zwiedza się z zapartym tchem. Dodajcie do tego wysmakowane oświetlenie i można wybaczyć nawet brak wysokiej rozdzielczości i znikające ciała wrogów. To co prezentuje w tym departamencie MP3 miażdży wszystko co zobaczycie na Wii, a pietyzm i artyzm grafików spokojnie może stawać w szranki nawet z najwspanialszymi grami z mocarnych next-genów.<br /><br />Kolejnym przejawem bardziej mainstreamowego podejścia Retro jest pełen dubbing. Już sam fakt, że w czasie przygody ma się do kogo otworzyć gęby będzie szokiem dla metroidowego purysty, ale to, że gadające stwory mówią głosem może go zabić. Dziwnie mi w ogóle chwalić ten ruch w XXI wieku, ale Nintendo tyle się z tym posunięciem ociągało, że warto go docenić. Muzyka zawsze była fantastyczna i tu nic się nie zmieniło. Niepokojące, połamane industrialne dźwięki, połączone z chórami dają wspaniałe efekty.<br /><br />Zmiany nie dotknęły jedynie oprawy. Retro przemodelowało całe sterowanie tak, aby wycisnąć z willota co się da. Fajnie wypadają sekwencje, kiedy musicie wchodzić w interakcję z otoczeniem. Konkretne ruchy ręki zostaną przełożone na ruchy rąk Samus w grze. Można było pójść za ciosem i pokusić się o więcej takich momentów, ale to, co jest daje radę. Jest szansa, że udało wam się uniknąć filmików i zapowiedzi, więc przykładów podawać nie będę. Zawsze uważałem, że element zaskoczenia to największa zaleta gier wideo.<br />Machaj ręką - strzelaj<br /><br />Jeszcze lepiej wypada sterowanie i strzelanie. Nareszcie nadszedł tytuł, który pokazał jak powinien wyglądać FPS na Wii. Rozwiązanie przypomina nieco sterowanie przy pomocy myszki i klawiatury. Tyle, że jest jakby nieco wolniejsze, za to na pewno bardziej wciągające - wiilot leży w dłoni prawie jak giwera. Analogową gałką chodzimy i strafe&#8217;ujemy, wiilot natomiast odpowiada za celowanie i rozglądanie. Przydatnym pomysłem okazała się możliwość namierzenia wroga. Wygląda to tak, że przeciwnik zawsze będzie w centrum ekranu, ale strzelać możecie wszędzie. Chcecie podczas pojedynku z bossem zdjąć jego pomagierów? Nic prostszego. Zatrzymujecie celownik na bossie, żeby nie tracić go z pola widzenia, ale dzięki swoim snajperskim umiejętnościom walicie obok niego. Patent wymaga wprawy, ale zaręczam, że nie będziecie chcieli wrócić do starego sterowania.<br /><br />Jeżeli taka opcja wydaje się wam za trudna &#8211; nie ma co się bać, autorzy pomyśleli też o graczach niedzielnych i zaproponowali aż trzy typy sterowania, więc każdy, od fioletowego Teletubisia po Sylwestra Stallone znajdzie coś skrojonego dla siebie. Samej walki jest na pewno znacznie więcej niż w poprzednich częściach, ale dzięki nowoczesnemu systemowi celowania przynosi ona o wiele więcej radochy. Przeciwników jest sporo, a ich projekty trzymają równy, ponadprzeciętny poziom. Na dodatek są naprawdę doskonale animowani. Byłem mile zaskoczony kiedy po otrzymaniu celnej serii z bliska potwór został odrzucony na kilka metrów, ale wykonał efektowny przewrót i z wysiłkiem, chwiejąc się wstał na nogi, tylko po to, żeby po sekundzie otrząsnąć się i ponownie zaatakować. Poważnie &#8211; ilość smaczków na metr kwadratowy daleko wykracza w Corruption poza unijne normy.<br />Kropka nad &quot;i&quot;<br /><br />Kolejnym świetnym pomysłem są achievementy. Coś na wzór tych z 360-tki. Nie są może tak zabawkowe, jak na sprzęcie konkurencji, ale w połączeniu z mnóstwem sekretów, punktami za skanowanie obiektów i odkrywanie fabuły zdecydowanie nakręcają do dalszej gry. Żetonami przyznawanymi za wykonanie zadań specjalnych możecie wymieniać się ze znajomymi, dzięki czemu odkrywanie wszystkich bonusów pójdzie znacznie łatwiej. A przy okazji pokażecie wszystkim, jakie z was kozaki.<br /><br />Corruption to kropka nad &#8222;i&#8221;. Autorzy zmienili dostatecznie dużo, aby okrzyknąć tą część rewolucyjną, ale zostawili tyle, żeby zadowolić fanów. Dzięki dodatkowym funduszom i rocznemu szlifowaniu gry Retro miało szansę w pełni zaprezentować swoje możliwości. Z nowym sterowaniem, nowymi patentami, upiększoną grafiką, pełnym dubbingiem, cudownymi kompozycjami, genialnym game-playem, masą doskonałych akcji musiałbym się do czegoś przyczepiać na siłę. A to jest bez sensu. Corruption to dla mnie zdecydowanie najlepsza gra na Wii i jeden z najlepszych tytułów w ogóle. Uważam ją za zdecydowanie najlepszą część trylogii, a ponieważ jedynce gotów byłem dać maksymalną notę...]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Unreal Tournament III</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=175#p175</link>
<guid isPermaLink="false">175@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Unreal to tytuł legenda, który w maju obchodzi dziesiątą rocznicę urodzin. To była jedna z tych gier, które określamy mianem kamieni milowych w branży elektronicznej rozrywki. Do dziś nie mogę zapomnieć pierwszego starcia z wojownikiem Skaarj w mrocznym korytarzu rozbitego statku kosmicznego. Za serce chwytała także scena, gdy nasz bohater wychodził na powierzchnie nieznanej planety. Pamiętacie to przepiękne niebo poprzecinane feerią barw, odcieni i uderzenie sugestywnej muzyki? Dla mnie Unreal był wydarzeniem końca lat 90. Żywię do tej gry niezwykły sentyment. Pierwszy Unreal miał wszystko. Świetną oprawę wizualną, klimatyczną muzykę i przyjemny gameplay. Posiadał też świetny tryb rozgrywki z botami oraz doskonały multiplayer. Stop! No właśnie, tego ostatniego Unreal niestety nie posiadał. To była największa skaza na tym diamencie. No cóż. Gracze sieciowi mieli wydanego kilka miesięcy wcześniej Quake&#8217;a 2. Epic jednak nie spoczął na laurach. Rok później na rynku pojawił się Unreal Tournament, który oryginalnie miał być tylko dodatkiem do pierwszego Unreala. Jak widać UT rozwinął skrzydła i przerósł grę &#8211; matkę. Na Unreal Tournament III czekaliśmy długo, bo ponad 3 lata. Premierę w 2006 roku pokrzyżował ponoć konsolowy hit - Gears of War.<br />Fabuła w sieciówce? Pitolicie Hipolice!<br />[Nie patrzcie na mnie. Też uważam, że pojazdy są kiepskie]<br /><br />Nie patrzcie na mnie. Też uważam, że pojazdy są kiepskie<br /><br />Wystartuję trochę nietypowo, bo od trybu gry dla jednego zawodnika. Tak jest! W Unreal Tournament III znajdziemy dwa tryby rozgrywki dla samotnego gracza. Zacznę może od klasycznej rozróby z botami. UT zawsze wyróżniał się na tle konkurencji całkiem dobrym opracowaniem sztucznej inteligencji botów. Jednym słowem klasyczny Duel z komputerowym przeciwnikiem daje nam namiastkę sieciowych zmagań. Ale tryb Potyczki to nie wszystko. Twórcy z Epic Games mocno podkreślali, że trzeci Unreal Tournament będzie posiadał... singleplayerową kampanię z rozbudowaną fabułą. No zagorzali fani UT&#8217;ka chyba zatrzęśli się już z oburzenia. I mają rację. Niestety jeśli na dźwięk słowa &#8222;kampania single&#8221; zabiło Ci, szanowny czytelniku szybciej serduszko to muszę niestety ugasić Twój zapał. Rzeczywiście Unreal Tournament III posiada zręby fabuły, namiastkę normalnej zabawy dla jednego gracza. Historyjka opowiada o perypetiach Jamesa Hawkinsa pseudonim &#8222;Reaper&#8221;, który wraz z siostrą Sarą i resztą drużyny Roninów z klanu Bliźniaczych Dusz wydostaje się z piekła górniczej kolonii zaatakowanej przez paskudnych rogatych Krallów. Teraz James pchany nienawiścią pragnie krwawej zemsty. Wraz z siostrą i przyjaciółmi wymierzy bydlakom Prawo i Sprawiedliwość. Mamy zatem całkiem nieźle zarysowanych bohaterów &#8211; samego Reapera, twardziela jakich mało, siostrę Sarę, drużynowego psychopatę o zacięciu religijnym a la Ojciec Tadzik o imieniu Jeremiasz O&#8217;Connor (ksywa Bishop). Ostatnim członkiem tej hałastry jest Terrence &#8222;Otello&#8221; Marshall uwielbiający ciężki sprzęt ogromny murzy... pardon afroamerykanin. Tak więc pod względem fabularnym amerykańska, skrzywiona political correctness została zachowana. Wygląda to wszystko atrakcyjnie? Z pozoru tak. W Unreal Tournament III mamy nawet animowane przerywniki na silniku graficznym, które wyglądają po prostu bajecznie. Cóż z tego jednak, skoro tak naprawdę tryb single player to tylko trening mający zapoznać gracza z mechaniką rozgrywki w UT III. Dlaczego? To proste. Wątek fabularny odfajkowywany jest w postaci kolejnych potyczek na udostępnionych przez twórców mapach. To wszystko poprzetykane jest animacjami. Ot i wszystko. Nic specjalnego. Trochę szkoda, bo potencjał &#8222;fabularny&#8221; był. Widocznie w pewnym momencie ktoś z zespołu powiedział &#8222;Hola, hola to JEST gra sieciowa&#8221;.<br />Sieciowanie na ekranie<br /><br />Sercem rozgrywki w Unreal Tournament III jest sieciowa rozwałka. Wspomniana wyżej opcja dla pojedynczego gracza to tylko preludium mające zapoznać gracza z dostępnymi mapami, frakcjami, mechaniką rozgrywki, dostępnym sprzętem, bronią i pojazdami. Ot taki trening na sucho. Multiplayer to zupełnie inna para kaloszy. Zacznijmy od dostępnych opcji. Jest ich w sumie sześć. Klasyczny i drużynowy Deathmatch. Zdobądź flagę (CTF &#8211; wybaczcie , że posługiwać się będę w większości przypadków polskimi odpowiednikami nazw z oficjalnej polonizacji). Zdobądź flagę &#8211; pojazdami. Duel, czyli po naszemu Pojedynek. Zamieszczenia tego akurat trybu nie rozumiem. Podczas testowania gry bawiłem się nim zaledwie kilka razy. Naprawdę lepiej już grać w klasycznego DM&#8217;a. Ostatnią możliwością jest drużynowy tryb Warfare (Pole Bitwy). Trzeba przyznać, ze jest to chyba najlepsza opcja dla wszystkich tych, którzy ponad typową rozwałkę cenią sobie odrobinę strategii i taktyki. Celem drużyny jest zniszczenie tak zwanego Rdzenia Mocy znajdującego się w bazie przeciwnika. Mówiąc w wielkim skrócie: aby osiągnąć zamierzony cel należy wyłączyć tarczę energetyczną chroniącą Rdzeń. W jaki sposób? Trzeba zająć kolejne Węzły Kontrolne. Kiedy to nastąpi możemy ruszyć do walnego natarcia.<br />Kijem go czy pałką? A może rozjedziemy?<br /><br />Do dyspozycji mamy 11 rodzajów broni. Podstawowa to pistolet &#8222;Oprawca&#8221;, Mamy także znany już wcześniej graczom Karabin ASMD, który w trybie alternatywnego strzału tworzy kulę śmiercionośnej plazmy. Dostępny jest także paskudny szlamowy karabin biologiczny, kultowa spawarka, minigun, odłamkowy flak cannon, standardowa i bardzo skuteczna na średnim dystansie wyrzutnia rakiet oraz karabin snajperski. Bronią ostateczną jest &#8222;taktyczne urządzenie nuklearne&#8221; zwane Zbawicielem. Na opancerzone pojazdy przydaje się łuk rakietowy (tak, brzmi to absurdalnie) AVRiL. No właśnie pojazdy! W Unreal Tournament III podobnie jak w poprzedniej części Unreal Tournament 2004 wprowadzono maszyny za sterami których możemy zasiąść i siać zagładę. Wehikułów jest w sumie 15 rodzajów. Od szybkiego Vipera poprzez pojazd terenowy Lewiatan aż do klasycznego czołgu Goliat. Najbardziej spektakularne są dziwne bojowe maszyny Necrisów. Na przykład pojazd o nazwie Pomrok to poruszająca się na trzech mackach platforma szturmowa wyposażona w niszczycielskie promienie energii rodem z Wojny Światów.<br />Rozgrywka, grafika i szalone mapy<br />[Spray'n'Pray]<br /><br />Spray'n'Pray<br /><br />Mnogość trybów rozgrywki, bardzo duża ilość map. Dla przykładu ET :Quake Wars ma tylko 12 podstawowych poziomów. UT III w samym Deathmatchu ma ich aż 14. Tak więc wszystko gra? No niezupełnie. Widać, że mechanika rozgrywki skupiona jest na pojedynkach piechoty. Pojazdy zostały potraktowane trochę po macoszemu. W ogóle Unreal Tournament to przede wszystkim szybki DM. Pojazdy zostały dodane do serii w UT 2004. Ot po prostu na fali popularność takich tytułów jak Battlefield 1942 Epic musiał coś z tym zrobić. Najbardziej fatalne &#8211; moim skromnym zdaniem &#8211; są deskolotki. Podczas powietrznego surfowania nie możemy korzystać z broni. Niestety.<br /><br />Map jest zatrzęsienie i są naprawdę świetnie zaprojektowane. Szczególnie pod względem wizualnym. Będę szczery &#8211; bardziej niż praktyczność poszczególnych poziomów zachwycało mnie ich wykonanie i styl graficzny. Mapy w Unreal Tournament III to prawdziwe dzieła sztuki i uczta dla estety. Zresztą wystarczy rzucić okiem na Deimos &#8211; monumentalna mapa rozgrywająca się w kosmicznej próżni pełnej asteroidów. Kontrastem dla pustki wszechświata jest ogromna planeta zawieszona w otchłani. Prawdziwy majstersztyk! Ogromne wrażenie robi także poziom Sanktuarium, które wygląda jak połączenie szalonych wizji Hansa Rudolfa Gigera (twórcy Obcego) z gotykiem. Shangri La to natomiast mapa &#8211; wariacja architektoniczna na temat Dalekiego Wschodu. Defiance przywodzi natomiast na myśl Gears of War. Zrujnowane kamienice, zdewastowane zaułki... Tu dochodzimy do najważniejszej kwestii. Jest nią bez wątpienia oprawa graficzna. Unreal Engine 3 wygląda przepięknie. Wiemy o tym od co najmniej roku. Projekty poziomów zachwycają, a efekty świetlne, HDR i tak dalej wyglądają po prostu bosko. Jest tylko jeden problem. UT III jest niemalże kopią Gears of War. Modele postaci, projekty broni, pojazdów to wszystko jest reminiscencją tego co widziałem w GoW. Nawet główny bohater nowego UT&#8217;ka jako żywo przypomina Marcusa Fenixa. Ta postura, elementy pancerza i kaprawa twarz... prawie brat bliźniak. Efekt zamierzony? Być może. Nawet przerywniki filmowe mają w sobie &#8222;coś&#8221; z Gearsów. Doskonałą grafikę uzupełnia niezgorsza oprawa muzyczna stworzona przez trio Rom DiPrisco, Kevin Riepl i Jesper Kyd. Tego ostatniego przedstawiać chyba nie trzeba. DiPrisco był odpowiedzialny między innymi za muzykę do gry Rune i Blair Witch Volume 2: The Legend of Coffin Rock . Kevin Riepl to kompozytor znany z Gears of War oraz poprzednich części Unreal Tournament.<br />Marzenia krwiożerczego Miśka<br />[Umyj zęby koleżko]<br /><br />Umyj zęby koleżko<br /><br />Unreal Tournament III to całkiem udana produkcja. Ma relatywnie niskie, jak na dzisiejsze czasy wymagania sprzętowe. Choć owszem, lepiej mieć porządny dwurdzeniowy procesor i kartę graficzną GF 6800 lub lepszą. Na szczęście UT III nie jest takim killerem komputerów jak Crysis. Dla fanów sieciowych rozgrywek ta gra jest po prostu obowiązkowa. Ale jeśli nie jesteś zagorzałym fanem fragowania to lepiej znajdź sobie inną pozycję. Ot choćby Gears of War, Call of Duty 4 no ostatecznie niech to będzie Crysis. Epic zamiast wprowadzić nowe rozwiązania dał nam trochę zmodyfikowanego UT 2004 w spektakularnej szacie graficznej. Dodanie słabego trybu singleplayer uważam za niepotrzebny bajer. No, ale rozumiem, że twórcy chcieli się pochwalić ciekawą filmową introdukcją i przerywnikami. W takim razie teraz muszą się zrehabilitować. Na święta 2008 poproszę trzecią odsłonę Unreala. Ech, marzenie ściętej głowy.]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>syfiarnia</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=174#p174</link>
<guid isPermaLink="false">174@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nie lipa jest źle bardzo źle]]></description>
<pubDate>Sobota 16 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 16 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Na czym polega ta gra??wyjasnienie</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=173#p173</link>
<guid isPermaLink="false">173@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[leśnej wodzie i robotnik]]></description>
<pubDate>Czwartek 14 Luty</pubDate>
<comments>Czwartek 14 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>srodek lokomocji</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=172#p172</link>
<guid isPermaLink="false">172@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[deske]]></description>
<pubDate>Czwartek 14 Luty</pubDate>
<comments>Czwartek 14 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Ubrania</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=171#p171</link>
<guid isPermaLink="false">171@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[T-shirt<br />i<br />Jeans]]></description>
<pubDate>Czwartek 14 Luty</pubDate>
<comments>Czwartek 14 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>srodek lokomocji</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=168#p168</link>
<guid isPermaLink="false">168@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[deskorolka <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:WNTR0gTyIGusnM:http://img467.imageshack.us/img467/4963/deskorolka4lr2.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:WNTR0gTyIGusnM:http://img467.imageshack.us/img467/4963/deskorolka4lr2.jpg" /><br />cena 50 zł<br /><br />hulajnoga <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:pY_N152hPk3KtM:http://www.zabawki.sprzedaz.net/images/hulajnoga1.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:pY_N152hPk3KtM:http://www.zabawki.sprzedaz.net/images/hulajnoga1.jpg" /><br />cena 100zł<br /><br />motor <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:IRcCyvpQ75g3FM:http://www.motorradonline.de/fm/109/620_Neuheit07_Yamaha_YZFR1.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:IRcCyvpQ75g3FM:http://www.motorradonline.de/fm/109/620_Neuheit07_Yamaha_YZFR1.jpg" /><br />cena 1000zł<br /><br />auto<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:1UhT5IfSGlQaKM:http://pawel1666.wrzuta.pl/img/middle/5pizhPS47w/tuning_fiat_126p_maluch" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:1UhT5IfSGlQaKM:http://pawel1666.wrzuta.pl/img/middle/5pizhPS47w/tuning_fiat_126p_maluch" /><br />cena 2000zł<br /><br />co chcecie kupic piście w postach]]></description>
<pubDate>Wtorek 12 Luty</pubDate>
<comments>Wtorek 12 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Dom</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=167#p167</link>
<guid isPermaLink="false">167@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[klasa I <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:00_Sapzx6AF01M:http://www.alexanderhaus.de/polish/object/dom_jednorodzinny_mw1.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:00_Sapzx6AF01M:http://www.alexanderhaus.de/polish/object/dom_jednorodzinny_mw1.jpg" /><br />cena 4000zł <br />klasa II <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:KAgh3a6y6YpP7M:http://www.mhf.krakow.pl/konkursy/drewn/index_pliki/image006.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:KAgh3a6y6YpP7M:http://www.mhf.krakow.pl/konkursy/drewn/index_pliki/image006.jpg" /><br />cena 2000zł<br />klasa III <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:zFxGBc1U6dCv3M:http://www.pomorskiezamki.pl/gfx/foto_zam/putzar2.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:zFxGBc1U6dCv3M:http://www.pomorskiezamki.pl/gfx/foto_zam/putzar2.jpg" /><br />cena 500zł<br /><br />co chcecie kupic pisać w postach]]></description>
<pubDate>Wtorek 12 Luty</pubDate>
<comments>Wtorek 12 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Ubrania</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=166#p166</link>
<guid isPermaLink="false">166@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[koszula-50 zł <img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:HFOkCyb1vQQiqM:http://www.bhp.kqs.pl/galerie/koszula-syracuse_1083.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:HFOkCyb1vQQiqM:http://www.bhp.kqs.pl/galerie/koszula-syracuse_1083.jpg" /><br />T-shirt - 100zł<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:v9BTKDXK7Ac0NM:http://www.militaria.pl/upload/wysiwyg/gfx/produkty/Rothco/koszulki/t-shirt_rothco_specia_forces_76234_w.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:v9BTKDXK7Ac0NM:http://www.militaria.pl/upload/wysiwyg/gfx/produkty/Rothco/koszulki/t-shirt_rothco_specia_forces_76234_w.jpg" /><br />Sweter - 20 zł<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:CkiRffNWSSwgTM:http://www.islandia.org.pl/artykuly/2006/islandzki_sweter.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:CkiRffNWSSwgTM:http://www.islandia.org.pl/artykuly/2006/islandzki_sweter.jpg" /><br /><br /><br />Jeans-100zł<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:Z31gJYxwtD8-FM:http://www.prongclothing.com/images_bmx/spodnie/spodnie_blue.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:Z31gJYxwtD8-FM:http://www.prongclothing.com/images_bmx/spodnie/spodnie_blue.jpg" /><br />Spodnie dresowe-20 zł<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:ijaY3-8O1UEppM:http://www.realmadryt.com.pl/pamiatki/spodanie.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:ijaY3-8O1UEppM:http://www.realmadryt.com.pl/pamiatki/spodanie.jpg" /><br /><br /><br /><br />czapka -20 zł<br /><img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:CaNe4dA0QCHGVM:http://www.flexi.pl/foto/czapka15.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:CaNe4dA0QCHGVM:http://www.flexi.pl/foto/czapka15.jpg" /><br /><br /><br />wszystko co hcecie kupic piszcie w poście]]></description>
<pubDate>Wtorek 12 Luty</pubDate>
<comments>Wtorek 12 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Praca</title>
<link>http://www.tomaszku.pun.pl/viewtopic.php?pid=165#p165</link>
<guid isPermaLink="false">165@http://www.tomaszku.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[tu wybierasz prace zalezy od twojego doświadczenia jeżeli wybrałeś już odpowednie napisz tu posta <br />Tartak&nbsp; wymagane doświadczenie 1<br />sklep<img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:YOVEGMZo2A47mM:http://www.kajpaz.pl/galeria/sklep1.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:YOVEGMZo2A47mM:http://www.kajpaz.pl/galeria/sklep1.jpg" /> doświadczenie 3<br />ochroniarz<img class="postimg" src="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:Q4npCR08u-gNVM:http://www.toys4boys.pl/gfx/obrazek294.jpg" alt="http://tbn0.google.com/images?q=tbn:Q4npCR08u-gNVM:http://www.toys4boys.pl/gfx/obrazek294.jpg" /> doświaczenie 10<br /><br /><br />zarobki dzienne to : <br />T-10<br />S-20<br />O-40 <br />Firmy wypłacaja tygodniowo]]></description>
<pubDate>Wtorek 12 Luty</pubDate>
<comments>Wtorek 12 Luty</comments>
</item>
</channel>
</rss>
